logotype

Wigilia - o świetle, co przebija mrok

Wigilia zawsze zaczynała się od zapalenia świeczek na choince.
Potem [mama] nakrywała stół białym obrusem – […]
O, to nie był taki zwykły obrus. Jedynie do Wigilii [mama] go nakrywała.

Sama go utkała, wyszyła, z przeznaczeniem, że tylko do Wigilii.
A każdy wiedział, ile staranności ten obrus [mamę] kosztował. […]
Cały rajski ogród na nim wyszyła. Bogatszy niż się nieraz na obrazkach widzi.
[…] zrobiła coś tak pięknego samemu, by uczcić narodziny Bożej Dzieciny!
Potem znosiła potrawy.
A potraw było zawsze dwanaście…

 

Tak o wieczorze wigilijnym pisał Wiesław Myśliwski w „Traktacie o łuskaniu fasoli”. Także i my, we wtorek, 13 grudnia, we wspólnocie Papieskiego Kolegium Polskiego zasiedliśmy do wigilijnego stołu. I była choinka i stół, niejeden, nakryty białym obrusem…

Ale „najpierw łamaliśmy się opłatkiem” i składaliśmy sobie życzenia – Bożego błogosławieństwa, Bożej opieki i Chrystusowego pokoju… Bożonarodzeniowe życzenia, do całej Wspólnoty naszego Kolegium, skierował senior, ks. Paweł Trajewski.

Potem Ks. Rektor Dariusz Drążek zaprosił wszystkich do wigilijnej wieczerzy. „Każdy miał już swoje miejsce przy Wigilii. I każdy starał się tak jeść, żeby, broń Boże, nie poplamić obrusa. [Jeden] nawet po troszeczku nabierał na łyżkę, żeby mu nie kapnęło, nie wypadło. I jak nigdy jadł cichutko, nie siorbał, nie mlaskał”.

A co jedliśmy na Wigilię? Tak jak u Myśliwskiego: „Najpierw po drobinie sera z miętą, jako że pasterze. Potem żur na grzybach z gryczaną kaszą. Pierogi z kapustą i grzybami. Kartofle gotowane w łupinach, z solą. Żur z serwatki na popicie. Pierogi z suszonych śliwek, posypane orzechami, polane smażoną śmietaną. Kluski z makiem. Ryby gotowane [i] smażone. […] Potem kapusta z grochem [i] sama kapusta lnianym olejem zasmażana. Jeśli sama kapusta, to osobno fasola z miodem i octem. A jeśli z grochem, to już fasoli nie było, tylko bób. Do poskubania. Potem kisiel z żurawin. I na koniec kompot z suszu”. A wszystko to przygotowały nasze Panie z kolegiackiej kuchni…

„Pękaliśmy z najedzenia, jakkolwiek wszystkiego było po trochu. No, a potem…” to był śpiew kolęd… Wokół była radość. I kolędy szeleszczące złotko (E. Bryl). I te świeczki na choince… To one „jakby potwierdzały, że to Wigilia”. Przypominały Betlejemską Gwiazdę i jej światło… i na myśl przychodziły dalej słowa Myśliwskiego o świetle – tym prawdziwym. Niech one staną się naszymi życzeniami na Nowy Rok…

Wśród świateł „są światła żyjące i światła umarłe. Takie, co tylko świecą, i takie, co pamiętają. Co odpychają i zapraszają. Co patrzą i nie poznają. Co wszystko im jedno, komu świecą, i takie, które wiedzą komu. Co niechby świeciły najjaśniej, a ślepe są. I takie, co ledwo się tlą, a widzą aż po koniec życia. Przebiją się przez każdy mrok. Najciemniejsza ciemność podda im się. Nie ma dla nich granic, czasu, przestrzeni”.

I takiego światła życzymy wszystkim – światła od Nowonarodzonej Bożej Dzieciny, światła, co przebija mrok, co nie poddaje się ciemności, dla którego nie ma żadnych granic, co daje odwagę, siłę i moc, co budzi nadzieję…