logotype

Dzień III - O biciu

Droga pod górę do świętych Jana i Pawła zostaje urozmaicona niecodziennym widokiem, przyczepa kempingowa, z ciekawą, patriotyczną dekoracją na dachu wywołuje uśmiech. Okazuje się, że dzisiejsze śniadanie jest właśnie o tym.

 

Mówisz, że nie trzeba ponurej miny, worów pokutnych i popiołu. No dobra, ale to znaczy, że mam ciągle skakać, śmiać się? Wiesz, nawet papież ostatnio pisał, żeby głosić Ewangelię z radością. Ale kiedy nie jest dobrze, kiedy widzę, że to wszystko się rozlatuje, ludzi przestaje obchodzić, że kiedyś umarłeś bo ukochałeś, że jesteś, że czekasz… też mam się cieszyć? Właściwie masz rację, bo co mam zrobić – bić ich swoja wiarą, okładać argumentami, zmuszać do powagi? Bo Bogiem można nieźle przyłożyć. I zdarza mi się wiary w Ciebie i Twojego słowa używać jak kija czy bata, zamiast jak oliwy i wina na rany poobijanego przez życie człowieka. W takim razie postaram się dzisiaj nie chłostać nikogo Tobą, nie upokorzyć swoim poważnym wzrokiem administratora prawdy.

Wraca się łatwiej, bo z górki. Jeszcze raz mijam przyczepę i obiecuję w duszy śmiać się dzisiaj z siebie, nie z jej właściciela.