logotype

Dzień VII - Nieudany prorok

Nie ma jak u mamy, zapach drożdżowego ciasta, najlepiej na drugi dzień po upieczeniu i nieodłączne kakao. Takiego śniadania nie zastąpią najlepsze croissanty i włoskie esspresso. Dzisiaj jemy u Matki Bożej na Eskwilinie.

Nie udał Ci się ten Jonasz, najpierw uciekał przed Twoim głosem, miał łowić ludzi, a sam został złowiony przez rybę. Nie powiedział nic ciekawego i optymistycznego i nawet to jedyne proroctwo się nie spełniło. Na koniec oburzał się, że jesteś dobry, za dobry dla mieszkańców Niniwy. Generalnie lipa. No tak, tylko na to jego marne i wymuszone zdanie, które powtarzał ledwie jeden dzień, nawet zwierzęta zaczęły pościć, a sto dwadzieścia tysięcy ludzi zrozumiało, że idą w złą stronę. Jest moc. Wiesz, czasami zapominam, że ty się nie przejmujesz moją pychą, moim „ja wiem lepiej”, moim wieszczeniem zagłady i końca wszystkiego, bo przecież tak źle, jak teraz, to nigdy nie było. Ty robisz swoje, nieugięty „miłośniku życia”. Umówmy się więc, że jak będzie trzeba, to godzę się nawet na rybę. Ale najwyżej na trzy dni. I ani godziny dłużej, ok?

Zatłoczony autobus, który nie odjeżdża, kolejny też zatłoczony, ale przynajmniej jedzie. Na autobusy pełne ludzi też się zgadzam. Tylko ich wszystkich ocal.