logotype

Dzień XI - Dawaj!

 

Poniedziałki nie są trudne, jeśli można je zaczynać u św. Klemensa. Ten kościół nie jest niezwykły, on jest po prostu niesamowity, pod posadzką bazylika z IV wieku, jeszcze niżej świątynia Mitry, a pod nią podziemny strumień. Daje do myślenia.

Wiesz, po ludzku to wiele razy robiłem rzeczy bezsensowne, poświęcałem się niemal bez reszty dla spraw, które w kontekście późniejszych zajęć czy obowiązków, okazywały się być zupełnie nieprzydatne. Można było ten czas wykorzystać inaczej. Ale w sumie – nie żałuję. I wiesz, dzięki za to dzisiejsze słowo, żeby dawać, tak po prostu. Bez liczenia czy mi się to na coś przyda, czy coś z tego będę miał. Bez kalkulowania, bez zaglądania co chwilę do sakiewki z obawą, na ile mi jeszcze wystarczy. Mam dawać, czyli uwierzyć, że tu i teraz jest mój czas, nie kiedyś, nie za kilka lat. Bo można ciągle czekać na coś więcej, ciągle się do czegoś przygotowywać a przez to zapomnieć, że warto rano wstać i pobiec do Klemensa. Albo do innej Krysi.

Wizyta się trochę przedłużyła, dlatego trzeba nieco przyśpieszyć, żeby oddać się studiom. W sumie nie wiem po co one, ale czy to sprawia, że jestem przygnębiony? Nie. Po dzisiejszym śniadaniu definitywnie – nie!