logotype

Dzień XV - Do roboty

U św. Witalisa posadzka usłana jest liśćmi laurowymi. Pachnie bigosem. Ale dzisiaj z racji piątku na bigos nie ma co liczyć.

Przypominasz dzisiaj, że winnica nie jest moja. Opowieść, którą piszesz, też nie jest moja. Bracia Józefa myśleli, że kreują rzeczywistość, że jeśli pozbędą się ukochanego przez ojca słodkiego braciszka, to ojciec zacznie cenić ich bardziej. Pracownicy winnicy myśleli, że jeśli pozbędą się dziedzica, to dziedzictwo przypadnie im. Uzgodnili wersję przyszłości między sobą, zapomnieli o szefie. Ja też czasami myślę, żeby sobie coś samemu zorganizować, bez Ciebie, że jeśli się kogoś pozbędę to będzie mi lepiej. Tymczasem Ty nie lubisz myśleć, Ty lubisz działać. Ty sprawiasz, że sprzedany brat staje się ostatnim ratunkiem izraelowych dzieci, gdy opustoszały garnki, a Królestwo zabrane kilku dumnym administratorom Boga, przypada w udziale tłumom. Na co się zdały wszystkich ich plany i kalkulacje? Masz rację, trzeba mi pamiętać, że winnica nie jest moja, dlatego postaram się nie szarogęsić w Twojej opowieści.

Te liście nie dają spokoju przez cały poranek. Jednoznacznie czuć nadchodzący bigos. Ale czas już wracać do winnicy, na pole Ojca. Co się z tego urodzi? Nie wiem, ale obiecałem, że myślenie zostawiam Tobie, ja biorę się do roboty.