logotype

Dzień XXII - Pomarańcze

 Kolejna podmiana. Zamiast planowej Zuzanny jest Santa Maria della Vittoria. Słynna przez św. Teresę, w niemiłosiernie pogiętym habicie. Habit pogiął jej Bernini.

Ładny Ci się trafił wyznawca. Zaczął nieźle, bo od dziękuję. Dopiero po tym słowie poleciał po bandzie. W sumie nie zrobił nic niezwykłego. Robię tak samo tysiące razy, dziękując, że nie jestem taki jak inni. Bo co jak co, ale swoje życie mam wytłumaczone perfekcyjnie. Każde swoje słowo, opinię, pogląd i decyzję potrafię uzasadnić. Jest we mnie bardzo silna potrzeba uzasadnienia siebie. Za wszelką cenę. Nawet za cenę prawdy. Bo jestem przecież jak inni, tak samo niezdarnie poruszam się po świecie i nie cierpię kwestionować tego, jak żyję. Wiesz czemu? Bo każda taka sytuacja sprawia, że z mistrza staję się znowu uczniem. A wtedy muszę jeszcze raz zapytać się siebie, kim chcę być.

Teresy nie można zobaczyć, otoczona jest rusztowaniami, co niewątpliwie świadczy o trwającym liftingu. W nagrodę na śniadanie pomarańcze. Jednak ze względu na stężenie ołowiu – do zjedzenia tylko oczami.